czwartek, 19 marca 2015

DIY - CZYLI PO CO KUPOWAĆ, GDY MOŻNA ZROBIĆ SAMEMU



Na wstępie zaznaczę, że jest mi strasznie wstyd. Marnie idzie mi to blogowanie, ale doszłam do wniosku, dlaczego tak się dzieje. Otóż, kiedyś, gdy zakładałam bloga, moją pasją była moda... oczywiście jest nią nadal, ale interesuje mnie też wiele innych rzeczy. Nie mam już czasu na regularne blogowanie o samej modzie.  Robienie sesji ukazujących stylizacje jest naprawdę czasochłonne i wymaga zawsze drugiej osoby - fotografa. Ktoś mógłby mi w tym momencie zarzucić, że dla chcącego nic trudnego i gdybym chciała to mogłabym używać statywu, ale... po prostu nie chcę. Zauważyłam, że blogi, które sama przeglądam, w większości nie są poświęcone tylko i wyłącznie tematyce modowej. Zatem nadszedł czas, bym i ja dzieliła się z czytelnikami "całym" moim życiem, a nie tylko stylizacjami. Jak to wyjdzie w praktyce - nie wiem. Ale te dotychczasowe długie przerwy między postami zdecydowanie mi nie służą, własny blog staje się obcy. Dlatego czas na małą rewolucję, stopniowo będę wprowadzać nowe "działy". Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta zmiana i ze mną zostaniecie :) 

Ale teraz przejdźmy do sedna dzisiejszego wpisu, mianowicie: 

Just do it yourself.
Trochę kreatywności nikomu nie zaszkodzi. I nie tłumacz się, mój drogi Czytelniku, że nie potrafisz. Bo potrafisz! Przy odrobinie chęci i zaangażowania, każdy potrafi. Zwykle nie potrzebne są specjalne zakupy do stworzenia oryginalnych ozdób. Często wystarczają pozornie niepotrzebne rzeczy z domowych zakamarków. DIY, które niedawno wykonałam, to ramki z motywacyjnymi napisami, zdobiące parapet mojego pokoju. Od jakiegoś już czasu stały się one bardzo modne, w wielu sklepach kupimy gotowe, ale zdecydowanie taniej nam jest zrobić je samemu. To bardzo proste, sami zobaczcie:





1. Kupujemy ramki. Ja swoje nabyłam w PEPCO - 4,99 zł za sztukę! Bardzo polecam udać się do tego sklepu :)
2. Szukamy w internecie, bądź sami stwarzamy grafikę (chociażby w Paintcie - nic prostszego), którą następnie drukujemy i docinamy. Warto również przejrzeć gazety, książki, tam też można znaleźć fajne strony. Ja ostatnio zwróciłam uwagę na napisy motywacyjne w książce Anny Lewandowskiej (swoją drogą, muszę kiedyś zrobić recenzję).
3. Uzupełniamy ramki i cieszymy się nowym wystrojem. 






Jak już jesteśmy w temacie DIY, chciałabym Wam przy okazji pokazać dwa słoiki, które obok ramek zdobią mój parapet.
Pierwszy słoik, a raczej słój, pokazywałam dawno, dawno temu na blogu. Wpis możecie przeczytać TUTAJ. Jak możecie zauważyć, jego wygląd znów nieco zmieniłam. 
Drugi słoik powstał niedawno. Wraz z nowym 2015 rokiem postanowiłam odkładać wszystkie pięciozłotówki z portfela właśnie w to miejsce. Celem miały być podróże, małe i duże. Obecnie słoiczek stoi pusty, gdyż w lutym taka mała "podróż" miała miejsce (po prostu wyjazd na narty) -  zabrałam ze sobą dodatkowe, odłożone 50zł - właśnie w pięciozłotówkach. Ostatnio jest mi niestety nie po drodze odkładać pieniądze, ale zmieni się to i znów zacznę napełniać tę moją skarbonkę.

Wykonania słoików chyba tłumaczyć nie muszę, wystarczy je po prostu udekorować wedle gustu. Mi odpowiadają wypełnione piórkami i przewiązane wstążką / sznurkiem. Mogę zwrócić uwagę na zakrętkę mniejszego słoiczka - by bardziej mi pasowała do pokoju, pomalowałam ją srebrną farbą w spreju, którą wykorzystywałam też do innych dodatków z pokoju.



czwartek, 19 lutego 2015

4 DNI W GÓRACH


Zapowiadana, choć lekko opóźniona, relacja z wyjazdu na narty do Kasiny Wielkiej. Miło spędziliśmy tam 4 dni. Wiele atrakcji w tej miejscowości nie ma, więc głównie spacerowaliśmy (sklepy oddalone o kilka kilometrów) oraz rzecz jasna jeździliśmy na nartach. Mimo, iż bywały i wzloty i upadki, ogólnie jazda sprawiła dużo zabawy. Mam nadzieję, że w tym sezonie uda mi się jeszcze wybrać na narty.
Na początku posta zamieszczam zdjęcia robione aparatem, na końcu zaś pojawią się te robione telefonem, czyli stricte ze stoku.



































ZDJĘCIA POJAWIAŁY SIĘ TEŻ NA INSTAGRAMIE :) 
ZAPRASZAM DO ŚLEDZENIA: @inmarlenasworld

środa, 11 lutego 2015

THIS WEEK'S RANDOMS


Dzisiaj wpis z różnościami z ostatnich kilku dni. Będzie trochę dodatków z pokoju, trochę nowości w szafie, trochę jedzenia.

Na zdjęcia swojej stylizacji nie miałam ostatnio czasu stąd pomysł na skompletowanie posta z rozmaitych zdjęć. Moje pytanie: podoba Wam się taka forma? Czy też kompletnie Was nie interesują takie zdjęcia? Ja je robię, by uwieczniać ładne rzeczy. Oglądając je później, od razu robi się miło. Jest to pierwszy mój wpis tego typu, dlatego też nie zasypuję masą zdjęć, ale kilka i tak się ich zebrało.

A po weekendzie powinien się pojawić pełen śniegu (o ile spadnie... oby!) post z wyjazdu na narty. Ostatni raz jeździłam dobre kilka lat temu (może nawet 8), ale mam nadzieję, że szybko się wprawię i będę mieć mnóstwo zabawy. Dlatego zarówno sobie, jak i Wam życzę udanego weekendu!



Powyższe zdjęcia zapowiadają krótki post dotyczący DIY.


Książka, która grzecznie leżała na półce i czekała na mnie całą sesję (prawie miesiąc). Aż miło w końcu móc ją zacząć czytać.



Małe nowości. Planowałam zakup tylko czarnej torebki, ale widać jak wyszło :)
Kto mnie śledzi na INSTAGRAMIE (KLIK), ten już miał okazję zobaczyć.



Powyżej: słodkie śniadanko VS zdrowe śniadanko. Ale obydwa dobre! 


Zrobienie takiej sałatki to wg mnie najlepszy wybór na kolację. Zwykle dodaję po prostu to, co jest w lodówce.


Gdy za oknem szaro-buro...


Moje domowe waniliowe latte z małym akcentem walentynkowym.


Buziaki!